Trzy dni temu odwiedzili nas starzy, dobrzy znajomi. Na początku rozmawialiśmy na różne tematy. Po dwóch godzinach zaproponowałem ciekawą grę. Zasady były proste. Jedna osoba z grona losowała na chybił trafił jakąś stronę, kolumnę i wiersz w encyklopedii, czytała opis, a reszta uczestników miała odgadnąć hasło. Pierwsza losowała moja znajoma Małgorzata. Przeczytała nam wszystkim niezbyt długi opis. Chodziło tutaj o jakieś zioła, albo rośliny. Dokładnie jej nie słuchałem, bo akurat poszedłem do łazienki. Małgośka przeczytała mi opis jeszcze raz. Naturalny słodzik, pochodzący z Paragwaju, stosowany tam od setek lat jako substytut cukru, słodszy niż cukier, a do tego niezawierający kalorii. Gośka ucieszyła się na wylosowane hasło, gdyż domyślała się, iż możemy nie wiedzieć, o co chodzi. Po wspólnej burzy mózgów poddaliśmy się. Była to stewia. Z kolejnymi hasłami poszło nam lepiej. Część wiedzieliśmy, a część nie. Zabawa była przednia. Znudziła nam się dopiero po trzech godzinach, gdy już dochodziła północ. Znajomi wyszli chwilę po północy i zaprosili nas do siebie na weekend.
Odpowiedz
Musisz być zalogowany aby komentować
